Pierwszym poważnym rowerem był Pelikan, który dostałem w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Pamiętam do dziś jego kolor. Zielony, ze srebrnymi napisami. Koła szesnaście cali, chromowana kierownica, siodełko z imitacją skóry, bagażnik. Jednym słowem super maszyna. Co prawda byłem w takim wieku, w którym nie mogłem jeździć samodzielnie w dalekie trasy, ale miałem na to wielką ochotę? W końcu ten sprzęt, to było coś, czego nie musiałem się wstydzić. Niestety jeździłem nim dość krótko. Młody człowiek szybko rośnie, więc szybko rower stał się dla mnie za mały. Przesiadłem się na rower tego samego typu, ale troszkę większy, a więc składak, ale na kołach dwadzieścia cali. Miałem takie dwa. Jeden nowy, drugi stary. Obydwa prezentowały się nieźle i równolegle towarzyszyły mi bardzo długo. Po wielu latach zamieniłem je na nowość, czyli rower górski.